Santorini znane jest przede wszystkim z trzech atrakcji – pięknych plaż; miasta Fira (stolica Santorini) i zachodu słońca obserwowanego zwłaszcza z miejscowości Oia.

Pierwsza z nich została opisana już wielokrotnie. Plaże Kamari, Perissa, Perivolos, czy Aktoriri czyli czarne, czerwone, czy białe, powulkaniczne piaski, przyciągają turystów z całego świata. Druga i trzecia z wymienionych atrakcji również reprezentowana jest poprzez dziesiątki tysięcy zdjęć przyklejonych niejako do powulkanicznych masywów skalnych białych domków z niebieskimi dachami.





Napisałem również kilka zdań na temat plaż Santorini, natomiast w niniejszym wpisie chciałbym przedstawić Firę. Postanowiłem jednak podejść do tematu w nieco nietypowy sposób – zapraszam do przeczytania krótkiej impresji na temat Firy nocą. Jest to kilkanaście zdjęć i zdań, jakie „na gorąco”, będąc jeszcze na wyspie, napisałem do kilku przyjaciół…

Fira nocą

W poniedziałek, około godziny 02:00 czasu lokalnego, wróciliśmy z Firy. To – jak traktują przewodniki – stolica Santorini. Miasto warte obejrzenia w dzień (ta znana na świecie atrakcja jeszcze przed nami) ale przede wszystkim w nocy.

Dziesiątki niebiesko-białych domków i klimatycznych uliczek wartych powolnego, wielogodzinnego błądzenia. Wąskie są one, pełne sklepów, restauracji, ulicznych sprzedawców i kafejek z których niektóre mieszczą nie więcej niż 4 stoliki, a wszystko to rozświetlone mnóstwem świateł i lampionów. Całość natomiast jest niejako wtopiona w szczyt i zbocza góry. Efekt jest taki, że wchodząc w ten uliczny krajobraz momentalnie tracisz orientację i wsiąkasz w leniwie wędrujący tłum turystów. Po prostu gubisz się, jednak wędrując raz to w górę, raz w dół, w lewo, w prawo, na około… nie sposób definitywnie zabłądzić. Kierunek wędrówki zawsze wyznaczy Ci swoista granica jaką niewątpliwie jest nagle kończący się ciąg wszelkich atrakcji oraz… zapach, a raczej smród rozkładających się śmieci…

Tak! Grecki to chyba zwyczaj spowodowany deficytem miejsca, że odpadki z kafejek i restauracyjek lądują wprost w rynsztoku, gdzieś na końcu danej uliczki, gdzie ciemno i skąd turysta momentalnie zawraca w stronę świateł i ulicznego gwaru pomieszanego z muzyką. Polska dusza odkrywcy kusiła, by i tam zawędrować smakując oblicze wyspy, oblicze o którym rzadko można przeczytać w przewodnikach – codziennego życia i niejakiej beztroski zwykłych ludzi, beztroski objawiającej się nieładem, by nie rzec wprost bałaganem. Tym razem jednak bagaż rodziny nie pozwolił mi podejmować ryzyka nocnej wędrówki po tych ciemnych zaułkach.

Opisując nocne życie Firy nie da się nie wspomnieć o tym, o czym piszący o Santorini traktują nader często – tutaj doświadczyć można niebywałego wręcz pomieszania luksusu i taniości, czy nie powiedzieć wprost tandety. Po ulicach spacerują, jak to dzisiaj młodzież mówi „wylaszczone” Panny, obute w Gucciego i oblane „piątą aleją”. W ręku zamiast świeżych kwiatów, smartfony rozgrzane pięćdziesiątą piątą sesją selfie, a wzrok wbity w przeszklone witryny butików z fatałaszkami i gadżetami serwowanymi przez światowych projektantów staje się momentalnie obłędny i dziki.

Te absurdalnie drogie świątynie zakupów dzielą przestrzeń z restauracjami serwującymi przeróżne, lokalne frykasy i owoce morza oraz kafejkami i dyskotekami, gdzie na przestrzeni kilkunastu metrów, w rytm muzyki jakiej w kontynentalnej europie nie uświadczycie, leniwie kołysze się tłumek zbity w jedną, falującą masę. Wyobraźcie sobie ten klimat przesiąknięty wonią spoconych, opalonych ciał zmieszaną z pachnidłami – atmosfera sprawia, że te muzyczne enklawy, to raczej miejsca do których z dziećmi się nie wchodzi, natomiast jestem pewien, że każdy dorosły odnalazłby w nich dziką wręcz przyjemność.

Nieco na obrzeżach tego szaleństwa, przy drogach i uliczkach dojazdowych, mnóstwo sklepików z odzieżą. I tu zaskoczenie – jakiegoś lokalnego, modowego designu raczej nie uświadczysz, za to mnóstwo po prostu europejskiego wzornictwa. Obok sklepu z koszulkami i klapkami odnajdziesz i kramik z pamiątkami, ale także lokalną wypożyczalnię aut, biuro turystyczne, hostel na 4 pokoje, czy nawet maleńkiego McDonald’sa. A wszystko to otwarte do „ostatniego turysty”.

Kończąc już o Fira nocą. Odnajdziesz tu drogi wędrowcze rozświetloną, przepiękną i specyficzną architekturę, poczujesz różnorakie, smakowite smaki i zapachy, zrobisz horrendalnie drogie bądź tanie zakupy czegokolwiek będziesz potrzebował, a przede wszystkim wsiąkniesz w tłum ludzi posługujących się wszystkimi językami świata i zanurzysz w niepowtarzalnej atmosferze chyba jednak romantyzmu i szalonej zabawy. Tyle udało się zobaczyć podczas spaceru pierwszej santorińskiej nocy.