Bieszczady jeszcze do niedawna kojarzyły się z odcięciem od cywilizacji i totalną dziczą, taką w pozytywnym tego słowa znaczeniu – szlakami, którymi można włóczyć się godzinami, z rzadka napotykając jakiegoś wędrowca. Zapewne taki obraz można zastać jeszcze w niektórych obszarach i w odpowiednim okresie roku, jednak w szczytowych, letnich miesiącach i na najbardziej znanych ścieżkach napotkamy dziesiątki, jeżeli nie setki turystów. Jednym nie będzie to sprawiało żadnego problemu, innych odstręczy już taka atmosfera i postarają się zaszyć w ostatnich, słabo dostępnych ostępach Bieszczad.

W tym roku postanowiliśmy odnaleźć się (rodzinnie!) w tej pierwszej grupie. Nasze ratolośle osiągnęły już wiek umożliwiający zasmakowanie uroku Bieszczad, czy to poprzez krótkie spacery i zwiedzanie urokliwych, bieszczadzkich miasteczek, czy poprzez kilkugodzinną włóczęgę po łatwiejszych szlakach.




Decyzja zapadła, postanowiliśmy więc wyszukać odpowiednią bazę wypadową. Zadanie okazało się zupełnie proste, a to z prozaicznego powodu, iż grupa znajomych, praktycznie w tym samym terminie, zorganizowała noclegi w Ośrodku Rekreacyjno Wypoczynkowym „Bystre” koło Baligrodu (ośrodek ORW „Bystre” zostanie przeze mnie opisany w osobnym wpisie). Pozostało jedynie dokonać szybkiej rezerwacji i wspólnie ze kolejnymi znajomymi szykowaliśmy się do drogi.

Wyjazd został określony na druga połowę sierpnia – podobno ta właśnie część lata charakteryzuje się w Bieszczadach najbardziej stabilną pogodą. Tak więc spakowaliśmy samochód i wyruszyliśmy w drogę. Dojazd do miejsca docelowego z Gdyni, to według Google Maps około 9h bezpośredniej jazdy przy założeniu braku korków. Gdyby doliczyć do tego stosunkowo częste przystanki (czytaj: dzieci), to czas podróży wynosi z pewnością około 12h

Postanowiliśmy nie obarczać się takim znaczącym obciążeniem podróżą i z uwagi na fakt, że mogłem wykorzystać do noclegu pewne mieszkanie w Warszawie, zdecydowaliśmy się podążać trasą z Gdyni właśnie przez Warszawę, a w kolejnym etapie, po noclegu, przez Radom i Rzeszów.

Trasa do Warszawy, oczywiście autostradą na Łódź, potem na Warszawę, okazała się męczarnią. Pomimo wyjazdu w sobotę po południu (a może właśnie dlatego?), ruch znad morza okazał się bardzo duży, a pozamykane bramki na początku i końcu A1 wygenerowały wielokilometrowe korki. Dodatkowo dwa wypadki, w tym jeden z udziałem motocyklisty (kierowcy aut uważajcie! patrzcie w lusterka!), spowodowały, że do stolicy podróżowaliśmy ponad 6h! Znacząca część trasy w słońcu i można sobie wyobrazić stan nerwów podróżujących. Dobrze, że po takiej trasie mogliśmy spędzić spokojną noc w stolicy.

Do kolejnego etapu podróży Warszawa – Bystre wyruszyliśmy wcześnie rano i bez specjalnego napinania harmonogramu zamknęliśmy trasę w blisko 7h. Około godziny 15 dotarliśmy na miejsce.




Bystre koło Baligrodu położone jest niejako u wrót Bieszczadzkiego Parku Narodowego, trzeciego co do wielkości parku narodowego w Polsce. Odległość do Cisnej, to około 14km, Wetliny – 33 km, Ustrzyk Górnych, to już około 50 km. Oznacza to, że dotarcie do najbardziej popularnych, bieszczadzkich szlaków wymaga dojazdu albo komunikacją autobusową albo samochodem.

Oczywiście w okolicach Bystrego znajdują się również wejścia na szlaki niebieski, czy czarny, jednak skorzystanie z nich wymagałoby planowania wyjść na wypad zdecydowanie dłuższy niż sześciogodzinny. Taka ewentualność w naszej sytuacji nie wchodziła w grę – dzieci mamy wytrzymałe i chętne do poznawania świata, nie chcieliśmy ich jednak forsować, raczej zależało nam na próbie zaszczepienia im czegoś w rodzaju „bieszczadzkiego bakcyla” – swobodnych wędrówek po pięknych szlakach, na pewno nie dłuższych, niż 4-5 godzin spokojnego marszu.

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Bieszczady

Zatem co udało nam się zrealizować w 10 dni?

  • Pierwszego dnia, w niedzielę, zameldowaliśmy się około godziny 15, tak więc popołudnie spędziliśmy na rekonesansie i spotkaniu z przyjaciółmi, którzy przyjechali na miejsce trzy dni wcześniej.
  • W drugi (ale pierwszy pełny) dzień pobytu zaliczyliśmy swobodny wypad na połoninę Caryńską z wejściem w okolicach Brzegów Górnych i zejściem w Ustrzykach Górnych. W tym czasie żony z najmłodszymi dziećmi zaliczyły trzygodzinny spacer przesympatycznym, zielonym, łagodnym i płaskim szlakiem prowadzącym pośród lasu wprost z ośrodka.
  • Trzeci dzień, to wyjazd nad Solinę. Tama zrobiła spore wrażenie, dołożyliśmy do tego lody, obowiązkowe polowanie na pamiątki i dzieciaki były prze szczęśliwe. Do tego popołudniowa, obowiązkowa wizyta na basenie, tatusiowie na sunie, wieczorem grill i ognisko i byliśmy gotowi na wyzwania dnia kolejnego.
  • Czwarty dzień – udała się wymagająca wyprawa na połoninę Wetlińską z zejściem w Smerku, a potem czekała na nas nieprawdopodobna golonka w karczmie „Paweł Nie Całkiem Święty” i wieczorne piwko przy grillu 🙂
  • Piąty dzień – zaplanowane luźniejsze wejście na Rawkę Małą nie doszło do skutku tego dnia – pogoda niestety odmówiła posłuszeństwa i wypad na szlak z dziećmi nie był możliwy. Ten dzień spędziliśmy więc na zabawach z dzieciakami na basenie, obejrzeliśmy zaległy film i zliczyliśmy serię gier rodzinnych. Wszystko to oczywiście  w gronie niezawodnych przyjaciół.
  • Szósty dzień. Słońce przegnało chmury i znakomicie się udał wypad na Rawkę Małą, która nieco nas zaskoczyła stopniem trudności szlaku.
  • Siódmy dzień, nieco smutny – dwie rodziny z naszej paczki rozpoczęły powrót do domu. Z pozostałymi przyjaciółmi postanowiliśmy wybrać się nieco dalej od Bystrego, na w miarę łagodne wejście wprost z osady Muczne na Bukowe Berdo. Pogoda dopisała, a piękno tego miejsca, samego szlaku oraz widoków powaliło nas na kolana. Muczne i Bukowe Berdo to osobna historia, w niczym nie przypominająca turystycznie obleganych „głównych” szlaków. Zejście z Bukowego Berda oraz smakowity obiad w Mucznym zakończyliśmy z powodzeniem wizytą w zagrodzie Żubrów. Dzień re-we-la-cja! Obowiązkowa pozycja w planie rodzinnych wakacji w Bieszczadach i na pewno poświęcę osobny wpis na tę część Bieszczad.
  • Ósmy dzień, to ponownie załamanie pogody. Nieco deszczowo i chłodno. Samodzielne wyjście na szlak może byłoby i ciekawe, jednak z brzdącami nie wchodziło w grę. Dzieci zaczęły też przejawiać już pierwsze objawy zmęczenia i znużenia. Wykonaliśmy więc woltę i pojechaliśmy do Sanoka. Zwiedziliśmy rewelacyjny skansen „Muzeum Budownictwa Ludowego”. Byłem lekko sceptyczny co do zwiedzania tego typu miejsca z uwagi na dzieci – sądziłem, że nie jest to coś, co może w jakiś szczególny sposób zainteresować dwie siedmiolatki i dwunastolatka. Jakże się myliłem. Dobra przewodniczka (obowiązkowo zwiedzać z przewodnikiem!) i trzy bite godziny wszyscy chodziliśmy z rozdziawionymi gębami 😉
  • Dzień dziewiąty powitał nas lekką poprawą pogody, na tyle, by z przyjemnością pokusić się na przejażdżkę „Bieszczadzką Ciuchcią”, czyli kolejką wąskotorową prowadzącą trasami poprzez lasy i łąki w okolicach Cisnej, Przysłupia i Majdanu. Popołudnie to ostatni już basen w ośrodku, wieczorne, obowiązkowe pieczenie kiełbasek przy ognisku.
  • Dzień dziesiąty, to już praktycznie poranne przygotowanie do wyjazdu i droga powrotna do domu.

Inaczej, niż podczas przyjazdu, drogę powrotną postanowiliśmy pokonać w „jednym rzucie”. Pomysł ryzykowny ze względu na dzieci, okazał się jednak strzałem w dziesiątkę. Postanowiłem zaryzykować i zaufać w pełni systemowi Yanosik. Z systemu korzystałem wielokrotnie, jednak na krótszych trasach, gdzie wyszukując najkorzystniejszą trasę prowadził mnie nieraz podrzędnymi drogami i skrótami wprost poprzez pomniejsze osiedla mieszkaniowe, czy wioski, ale zawsze skutecznie. Decyzja okazała się dobra – system poprowadził nas drogą na Rzeszów, Piotrków Trybunalski, A4 i  A1 Kilka razy zjeżdżaliśmy z głównego szlaku omijając najpewniej korki i wypadki, co w sumie czasu poświęconego na całą podróż okazało się dobrą strategią.

Z Bystrego zatem wyjechaliśmy o godzinie 9:30, do Gdyni dotarliśmy o godzinie 18:30 Podróż trwała około 9h wliczając w to kilka nie za długich przerw. Dzieci zniosły drogę znakomicie i to było najważniejsze.

Tak, jak napisałem wyżej, przygotuję osobne wpisy dla Bukowego Berda i na prezentację zdjęć z połonin. Mam nadzieję, że treść okaże się przydatna dla wszystkich, którzy planują rodzinne wakacje w Bieszczadach. W naszym przypadku i planie który zastosowaliśmy, te 10 sierpniowych dni urlopu okazało się być bardzo atrakcyjne dla całej naszej rodziny.

Przydatne Linki: