Czy w dzień, czy nocą, Oia jest – nie przesadzę – jeżeli nie jednym z piękniejszych miejsc na ziemi, to na pewno jednym z najbardziej oryginalnych, unikalnych.

Każdy, kto kiedykolwiek planował Santorini jako cel wakacyjnej wyprawy, zna zapewne te fotografie pięknych, śnieżnobiałych domków z niebieskimi kolorami dachów. Na wyspie są dwie miejscowości uwieczniane w ten sposób przez fotografów – jest to Fira, stolica Santorini oraz właśnie Oia.




Podczas naszego, rodzinnego pobytu na Santorini zwiedziłem Oię dwa razy. Pierwszy raz, wspólnie z Gosią i dziećmi, drugi już samodzielnie. Nasza dwójka urwisów – pomimo tego, że jest naprawdę odporna na poznawcze pomysły rodziców i dzielnie znosi niekiedy przydługie wycieczki w miejsca, które zachłanni na wiedzę rodzice planują zobaczyć (a które dla dzieci są spełnieniem koszmarów o straconym czasie) – postanowiła uprzykrzyć nam maksymalnie wycieczki w miejsca, które nie przypominają plaży. Tak więc pierwsza próba zwiedzania Oii zakończyła się już po godzinie najbardziej obfitymi lodami w historii naszej rodziny oraz rejteradą na plażę i do wody. Postanowiłem więc odwiedzić Oię drugi raz, samotnie.

Przygotowałem więc aparat i rano, około godziny 7, wsiadłem do wynajętego auta i po 30 minutach wysiadałem już na parkingu w Oia. Cóż to był za czas! Zaopatrzony w kubek frappe, obładowany aparatami, wolnym,spacerowym krokiem rozpocząłem smakowanie miasteczka.

Oia, to niewielkie miasteczko z populacją około 3,5 tyś mieszkańców, pierwotnie znane jako Apano Meria (lokalni mieszkańcy do dzisiaj używają nazwy Pano Meria lub Apanomerites). Największy okres prosperity miadto osiągnęło pod koniec XIX i na początku XX wieku, bazując na zyskach generowanych przez flotę obsługującą morski szlak handlowy wschodniej części morza śródziemnego, zwłaszcza z Aleksandrii do Rosji.

W 1956 roku wyspę Santorini nawiedziło silne trzęsienie ziemi o sile 7,7 w skali Richtera i w trakcie 12 minut kataklizmu 300 budynków zostało kompletnie zniszczonych, a ponad 1000 uszkodzonych. Zniszczenia spowodowały, że znaczna część mieszkańców postanowiła emigrować i w 1977 roku Oia liczyła jedynie 306 mieszkańców.

Z biegiem lat proces ten odwrócił swój kierunek. Miasto zostało odbudowane i odrestaurowane w sposób, w jaki zachwyca do dzisiaj. Wróciła część mieszkańców i inwestorzy. Santorini i samo miasto Oia stały się znaną na całym świecie atrakcją turystyczną.

Dzisiaj Oia żyje z turystyki. Mnóstwo hotelików, restauracji, pubów i kawiarni, a także – co dla tej miejscowości charakterystyczne – znaczna ilość pracowni artystycznych, malarskich, fotograficznych atelier oraz butików znanych projektantów mody, butów, czy biżuterii sprawia, że Oia spowija artystyczna atmosfera i energia.

Praktycznie więc przez pięć miesięcy w roku, Oia jest celem turystów z całego  świata. Są tacy, którzy przybywają na wyspę na dłuższe okresy i delektują się atmosferą miasta w spokoju i refleksji, jednak znacząca część turystycznego ruchu, to turyści przybywający na wyspę luksusowymi promami na jedno, dwudniowe wycieczki. Podróżnicy Ci, spragnieni wspaniałych widoków, ekscytujących wspomnień i pamiątek są głównym źródłem dochodu miejscowych sprzedawców.




Dla mnie osobiście Oia warta jest poświęcenia przynajmniej pełnego, jednego dnia zwiedzania. Jest w tym mieście kilkanaście przynajmniej miejsc, w których warto posiedzieć, wypić kawę, porozmyślać, czy posłuchać miejscowego grajka – wszystko to jednak po obowiązkowym, kilkugodzinnym wałęsaniu po wąskich, urokliwych uliczkach i dyskusjach z miejscowymi, ulicznymi artystami. Polecam.

Oia znana jest jeszcze z jednego powodu – santorińskiego zachodu słońca. Nie jest to jednak atrakcja taka, jaką opisują je popularne przewodniki. Jest tak z prozaicznego powodu – liczba turystów przybywających na obserwacje zachodu słońca jest tak znacząca, a idealne miejsce do obserwacji tak niewielkie (jest to jeden z krańcowych, otoczonych kamiennym murem występków zlokalizowany niedaleko słynnych wiatraków), że albo przybędzie się na nie z dużym wyprzedzeniem albo staniemy gdzieś w bezimiennym tłumie na jednej z wielu krańcowych ścieżek, by obserwować to piękne widowisko z troszkę mniej atrakcyjnego punktu obserwacji.

Sam obserwowałem santoriński zachód słońca kilkukrotnie, z zupełnie nieznanych szerokiemu odbiorcy miejsc wyspy. W spokoju, ciszy i zadumie. I gwarantuję Wam, że widoki, jakie ujrzały me oczy były równie wspaniałe, jak te dostępne w Oia, a atmosfera obserwacji była nieporównanie bardziej  komfortowa. W niedługim czasie przygotuję wpis i galerię prezentującą te niesamowite kadry.

Wspominałem już w jednym z poprzednich wpisów, że Santorini według mnie ma dwa oblicza – to ekskluzywne, bogate, oblane szampanem i obwieszone klejnotami. Jest też drugie, obute w trekingowe sandały, obwieszone plecakiem i aparatem, wędrujące po wyspowych szlakach (tak, tak!) , by w końcu zejść na plażę i wykąpać się w cudownie ciepłym morzu. Oia kojarzy mi się właśnie z tym drugim obliczem, jest znakomitym miejscem przystankowym w zaplanowanej, kilkudniowej, swobodnej pieszej podróży po wyspie. Mam nadzieję takiej zasmakować już w niedalekiej przyszłości , czego i Wam życzę.